środa, 5 września 2018

Na świeżo - Battlestar Galactica (s01e01 i s01e02)

    Zaczynam przygodę z "Battlestar Galactica". Dwuodcinkowy miniserial, który był pierwszym liźnięciem świata, wydał mi się średni. Niby polubiłam postacie, niby działy się interesujące rzeczy, ale tempo mi nie podeszło. Nie wyłączyłam ze względu na Gaiusa i kilku innych bohaterów, którzy zyskali moją sympatię. Końcówka za to mnie totalnie zauroczyła i kiedy dowiedziałam się, że wśród załogi jest cylon, doszłam do wniosku, że się przemęczę i obejrzę choć kawałek serialu, żeby zobaczyć jak to rozwiążą.

    Po pierwszym odcinku jestem zachwycona. Nie... To nawet nie jest dobre słowo. Jestem zauroczona i nie mogę przestać się ekscytować. Mam takie przyjemne uczucie w środku jak wtedy, kiedy odnajduję rzecz, która ma szansę zmienić moje życie. Wiele razy podczas oglądania seriali albo kreskówek żałowałam, że nie spisywałam myśli na świeżo po każdym odcinku, dzięki czemu miałabym nostalgiczny zapis czegoś co jest dla mnie naprawdę istotne. Teraz mam szansę coś takiego zrobić.

    Oto opowieść o tym jak stałam się fanką "Battlestar Galactica". Albo o tym jak boleśnie przekonałam się, że nie wolno oceniać seriali po jednym odcinku. Tak czy siak jestem strasznie podekscytowana.

Tak, będą spoilery.


s01e01 33

    Mój punkt zero.

    Jesteśmy w momencie zakończenia miniserialu. Bardzo mnie to cieszy, bo chcę wiedzieć co dalej. Naszą flotę ścigają Cyloni. Pojawiają się dokładnie co 33 minuty, a jedyną drogą ucieczki są skoki w przestrzeni. Żeby je wykonać, potrzebna jest uwaga całego wojska. Zresztą taka podróż jest męcząca dla organizmu i nawet cywile nie mogą zasnąć. Taki stan rzeczy trwa 130 godzin. Troszkę za dużo.

    Widzimy tych wszystkich ludzi na skraju wyczerpania. Prawdopodobnie bardziej psychicznego niż fizycznego, bo pojawiają się głosy, że w końcu coś pójdzie nie tak i że nie można uciekać tak nieskończoność. Morale ocierają brzuchem po dnie, kiedy w czasie skoku gubią jedną z dużych jednostek cywilnych.

    Jestem zauroczona Gaiusem. Wielki sentyment do niego jest jedyną rzeczą jaką wyniosłam z miniserialu. Wciąż nawiedza go blond cylonka. Oprócz rozmów o Bogu mamy też takie o dzieciach. Wiadomo - przecież to ludzka sprawa niezrozumiana dla maszyn (teoretycznie tak jak Bóg). A gdy po zgryźliwym komentarzu "To co, chcesz mały tosterek?" cylonka odpowiada, że chciałaby mieć dziecko z Gaiusem... Mam już parę, której będę kibicować. Przewiduję, że ona zginie w jakimś heroicznym poświęceniu. Dla ludzi. Gaiusa. Boga może.

    Zaczynam rozpoznawać Starbuck. Uwielbiam kiedy się pojawia. Scena, w której kłóci się, żeby nie wziąć leków - perełka.

    Okazuje się, że cyloni znajdują całą flotę po tym 1 statku, który znów się pojawia. Przypomnę,że cywilnym. Z masą ludzi. I bronią nuklearną. Widząc jakie wątpliwości ma pani prezydent, generał i żołnierze, nie mogę się nie uśmiechać. Takie dylematy przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Ludzie się boją, męczą, nie są pewni czy to co robią jest w porządku. Kupiłeś mnie serialu.

    Jest jeszcze jedna scena, która przekonała mnie do tej marki. Śliczna kobieta, której imienia jeszcze nie znam, uchodźczyni, zapisuje się na statku. Chciałaby oddać do depozytu zdjęcia, ale zapisujący mówi, że tego nie mogą przyjąć i jeśli chce, może powiesić je na korytarzu. Kobieta idzie, ale na ścianie nie ma miejsc. Skręca z róg. Widzimy cały długi korytarz oblepiony zdjęciami. Nie jestem pewna, która z tych scen zrobiła na mnie większe wrażenie.

    O! I na koniec, gdy prezydent patrzy na zmniejszoną liczbę ludzi, okazuje się, że urodziło się pierwsze dziecko w kosmosie (w sensie po ucieczce od cylonów). Taki miły, dobry gest od twórców, który sprawia, że jestem jeszcze bardziej podekscytowana.

    Kocham ten odcinek. Mam nadzieję, że seria będzie utrzymana w podobnym tempie i klimacie. Coś czuję, że nawet przy moich trudnościach z rozpoznawaniem twarzy ogarnę większość postaci. Jestem zachwycona nie tylko scenariuszem, ale i grą aktorską. I scenografią. To wygląda tak dobrze, chociaż to serial z 2004.


s01e02 Water

    Nadal jestem wciągnięta. Boomer (pamiętam kolejne imię!) budzi się gdzieś na pokładzie i jest cała przemoczona. Nie rozumie co się stało, w przeciwieństwie do nas, wiedzących, że jest cylonką. Przy sobie ma detonator. Kiedy go chowa w zbrojowni, dostrzega, że brakuje sześciu innych. Idzie do mechanika, który chroni jej tyłek nawet wtedy, kiedy wybuch niszczy zapasy wody. Swoją drogą, efekty specjalne są wciąż niezłe. Ale maszyny i kosmos nie starzeją się aż tak bardzo.

    Podoba mi się wątek pani prezydent i generała. Widać rodzący się szacunek. Wydeptywany nieśmiało, trochę nieumiejętnie, ale jednak. Danie książki było przeurocze, a kiedy dowiedziałam się, że ta cała formalność była tylko dlatego, że wojskowy chciał, żeby pani prezydent czuła się jak prawdziwa głowa ludzkości, rozczuliłam się na dobre. Coś czuję, że w końcu zabraknie nam tego generała i miejsce zajmie jego syn. Mam nadzieję, że nie, bo polubiłam starszego, ale coś tak czuję. Jest zbyt kompetentny. A synek stał się doradcą pani prezydent, a takie łączenie roli doradcy i generała dawałoby mnóstwo nowych dylematów.

    Nie za bardzo obchodzi mnie wątek pilota na planecie i cylonki wyglądającej jak Boomer. Po prostu nie.

    Za to Starbuck i Gaius mają przyjemną scenę przy kartach. Węszę napięcia wszelkiego rodzaju.

    Jest jeden zgrzycik w tym całym wspaniałym odcinku. Otóż flota wysyła poszukiwaczy po wodę. Wiadomo, bez tego by nie przeżyli. W jednym z takich stateczków jest Boomer i drugi pilot. Czemu, ach czemu założyła u siebie ładunek wybuchowy? Żeby w razie czego, jak znaleźliby wodę, się wysadzić? Po co? Nie miała pewności, że inne stateczki tego nie zrobią. Przecież wystarczyłoby, żeby twierdziła, że wody nie ma. Widzieliśmy, że to działało! A gdyby odkryła wodę i wybuchła, i tak polecieliby następni. Nawet gdyby nie zdołali przekazać bazie tej informacji przed wybuchem i tak wysłaliby w ten sektor statki, żeby przebadać jeszcze raz teren albo ogarnąć co to za niebezpieczeństwo im zagraża.

    To było tylko po to, aby mechanik mógł się upewnić, że Boomer to cylonka i nic z tym nie zrobić. Bo jest zakochany? Bo jest idiotą? To na pewno wróci potem jako większa część. A można było ochronić ludzi tak łatwo! Po co ona w ogóle dopuściła do sytuacji, że się o tym dowiedział?

    A może nie powinnam wymagać zbyt wiele od Boomer? W końcu widać, że walczą w niej dwie natury. Całkiem dobra scena. Za nią wybaczam nieścisłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz